Odległość jest magicznym dystansem. Zdystansowuje. Oddala. Odległością swą oddziela od rzeczy nam znanych, lubianych, niedocenianych i skrycie kochanych. Odległość nieustannie prowokuje do Okrzyku „déjà vu!”.
Kiedy idąc chodnikiem w całkowicie obcym mieście, w części małej, malutkiej, takiej tylko chwilowo oswojonej, widząc posturę mężczyzny przed nami kroczącego, mamy ochotę zakrzyknąć: „A. zaczekaj!”, bo jego postura jest sylwetką od lat znanego kolegi… kiedy wypowiedziane przez obcą osobę słowa przypominają dawną konwersację, wcale (o dziwo!) nie czujemy marazmu powtarzanych chwil, a dyskretny sentyment za czasem minionym… kiedy otrzymana wiadomość, dowód pamięci porusza do łez, wcale nie histerycznych, a li pojedynczych kropel…
…i kiedy leżąc próbujemy zasnąć, by przespać czas, a na oczy cisną się z całą jaskrawością wielobarwnych snów, pokojowe widoki własnego domu, bez wątpienia, a z całą pewnościa należy skonstatować, że czas już na nas, i umrzeć teraz troszkę trzeba tu, by (jak ten magiczno-złotawy, choć wieje tu przesadą, feniks)obudzić się do życia w symultanicznym świecie zakrzywionym przez odległość.