NIEKOŃCZĄCA SIĘ PARANOJA KOŃCA

listopad 4, 2009

Przychodzi taki moment kiedy po oficjalnym pożegnaniu zdajemy sobie sprawę, że to faktycznie jest koniec. Za pierwszym razem prawda ta jasno i werbalnie wyartykułowana, trafia do naszej świadomości,  jednak dłuższy czas zalega tam, by ostatecznie po kilku dniach osiąść na głębinach naszego rozumowania ostatecznie, całkowicie pojęta. Jak to się mogło stać?! Może nie potrafimy odpowiedzieć na to pytanie jasno i klarownie, i przy odrobienie szczęscia(w nieszczęściu) wkroczylibyśmy do tej rzeki raz jeszcze, ale w głębi zwoi mózgowych w końcu zakodowało się to dramatycznie- z pozoru brzmiące słowo: koniec.

Koniec może być bolesny, a może być też długo wyczekiwany. Koniec może być zbawienny, a zarazem może być (dlaczego nie?) początkiem czegoś nowego. Koniec końców, każdy koniec ma wiele końców.

Przewrotnie zatem życie wyznaczane jest przez małe zakończenia, które dublowane są przez trawiącą je świadomość. Koniec końców wreszcie coś się dzieje. Koniec końców końce też się kiedyś skończą.

Każdy koniec uczy nas jak następnym razem lepiej skończyć. Z drugiej strony, jednak czy nieustannie mnożąc końce nie zaczniemy o nich myśleć nim coś naprawdę się rozpocznie?

Można rozpocząć zatem dzień, z myślą, że przecież i tak przeminie nim wszystko zdążymy zrobić, a do łóżka powrócimy niebawem, więc nie ma co żałować niedokończonych snów. Można przygotować śniadanie, obiad, kolacje, myśląc nieustannie że i tak zaraz zniknie efekt naszej pracy. Głodni natomiast będziemy znów za kilka godzin, który to głód skończy się wraz z kolejnym (skończonym)posiłkiem. Idąc na zajęcia można wyobrażać sobie, że zaraz się skończą, a wraz z upływem skończonych dni minie także semestr, a tuż za nim kolejny rok. Można się gdzieś spieszyć mówiąc „zaraz skończę”. Można skończyć z czymś lub z kimś. Wariacją skończenia jest porzucenie i rzucenie. Jeśli coś porzucamy, to z reguły nie jest to dokończone. Jeśli zaś rzucamy coś, to jak się domyślam najzwyczajniej się z tym rozstajemy.

Myślenie o końcach bywa jednak nazbyt ostateczne, sprowadza na niebezpieczne meandry dyskusji o skończoności, które i tak nie kończą się niczym odkrywczym. Koniec jest końcem(!) i nie ma w tym niestety, żadnej większej filozofii. Ku chwale końca pozostaje się tylko …skończyć.


październik 30, 2009

Nadszedł czas, w którym należałoby pożegnać odchodzącą, złotą francuską jesień. Jesień przez większość przeklinaną i zdecydowanie niedocenianą. Cóż jest zatem zachwycającego w tej kapryśnej porze roku, prócz tego, że jest jak dziki ląd: nieodkryta i niedoceniona?

Są dni coraz krótsze …i długie noce podczas których otuleni białymi połaciami prześcieradeł dzielimy ciepło na dwoje.

Są oczyszczające deszcze, zmywające dziki skwar letnich dni.

Są nieokiełznane powiewy wiatru, które podrywają liście do tańca, szaliki zwiewają z gardeł, drocząc się jednocześnie z naszym zdrowiem, a włosy targają na miarę fryzur z lat 80.

Ta pierwsza faza jesieni, kiedy jest już za zimno na letnie rozrywki, kiedy czuć już mrożący powiew nowości zbliżającej się zimy, właśnie mija. Nadchodzi śmiertelnie poważny listopad-łysy i nieprzyjemny, który bezczelnie wdziera się pod nogawki spodni, zawiewa pod bluzką, zachodzi za skórę.

Wtedy też dom, pokój  czy łóżko staje się jedyną wyspą ocalenia, a koc i kubek orężem, które swoim znaczeniem z pewnością dorównują wszelkim halabardom, szpadom i artylerii powietrznej, która w historii niejednokrotnie odegrała niebłahą rolę. Tak i my mamy swoje historie małe, prywatne i własną broń. Może niezbyt imponującą, ale jakże nieocenioną.  A zatem do boju!


październik 30, 2009

100_1213


Wykrzyknikowo

październik 21, 2009

Akcja dzieje się w świecie zdominowanym przez pieniądze, które podobnie jak listki figowe przysłaniające wstydliwe partia ciała naszych przodków w Raju, dziś zakrywają oczy mieszkańców świata. Akcja dzieje się WSZĘDZIE.

(monolog zza słuchawek,niestety nie ma już Pani, która nieopatrznie przerwałaby rozmowę przebiegającą zatem bez zakłóceń)

-Musimy porozmawiać poważnie…ten telefon, potrzebny Ci on był? Masz znajomych… nie żartuj?! (Głos przyspiesza tempo-allegro bracia!)Wydałaś na jedzenie? Przecież miałaś nie jeść, miałaś tam schudnąć wreszcie.och! Wydałaś na kosmetyki? Też coś przecież mogłabyś się nie myć, od brudu wszak nikt nie umarł jeszcze. Wydałaś na wodę? Jakby z kranu pić nie można? Na Alkohol? Na cóż Ci on?Na cóż? Dziecko drogie, jakaś Ty nieodpowiedzialana. Taka stara, a jak dziecko, jak dziecko postępujesz!  Owoce jesz? Jakby witamin ktoś potrzebował? Podróżujesz? Za czyje pieniądze? Czyje? Nasze, uczelniane! pieniądze podatników! obywateli Unii Europejskiej?! Na cóż TY tak trwonisz te pieniądze? O bogu miłościwy Pieniądzu Drogi?! Jesteś wszak naszym patronem od trwogi…  Śniadanie, obiad, kolacja!… to rzecz drugorzędna. To nieważne!  Bagatela!  to dostatek jakiś. Jakieś niedopowiedzenie i rozpusta! Sodoma i gomora (włoska mafia?).Miej to na względzie że to jedyna rzecz na świecie, która nie jest ograniczona przydatnością spożycia. Jedyna rzecz która się nie psuje(przeciąga ostatnią sylabę) nie nudzi, nie ogranicza! Jedyne wieczne pożądanie i cel człowieka! Jedyna rzecz, która dobrze obrócona może się zwrócić. Jedyna rzecz tak oczywiście interesowana i rządna zaspokoić twoje potrzeby!

(Głos słuchający, spokojnie i ze smutkiem)

Pieniądze jedyna rzecz, która zmienia ludzi w zupełnie obce osoby. Jedyna materia, która tak trwale separuje: mentalnie i fizycznie. Jedyny wytwór człowieka, o tak niszczycielskiej sile. Prawdziwe perpetuum mobile. Femme fatale na papierku. Sprawca waśni i kłótni. Jedyna materia, którą można tak nieznośnie nienawidzić.